mardi 16 mars 2010

Le Cours Simon


Jest to szkola aktorska, ktora zamierzam rozpoczac od tego roku, dokladnie we wrzesniu.
Na poczatek zaczne od tego, jak w ogole narodzila sie ta szkola.

W roku 1925 Rene Simon(1898-1971) stworzyl pierwsza szkole prywatna sztuk dramatycznych we Francji; jest znany jako profesor nauk teatralnych.




Rosine Margat poznala Cours Simon jako uczennica w 1945 roku i szybko odznaczyla sie wielkim talentem - pod skrzydlami Rene szybko odkryla swa pasje do nauczania aktorstwa i to ja wybral Simon na swoja zastepczynie; od 1968 roku to ona jest dyrektorka szkoly az do dzis.

Od czterdziestu lat Rosine tworzy kadre nauczycielska szkoly wraz z innymi profesorami. Czesto osobiscie asystuje uczniom w waznych dla nich momentach podczas pracy.

Dyrektorka dba, by pierwotne zamierzenia i plany Simon zostaly wiecznie zywe: jego entuzjazm, czlowieczenstwo, filozofia, poczucie humoru.



Nauczyciele Cours Simon wiele uwagi poswiecaja, by wyzwolic indywidualnosc, intelekt i moralnosc kazdego ucznia na planie artystycznym.

Poznanie gry teatralnej powinno odkryc w uczniu swoj potencjal fizyczny, swoj magnetyzm, sile przekonania, jego srodki dzialania. Subtelnosc, wrazliwosc, szczerosc, sztuka obserwowania i wyobraznia tworza glowne zalety aktora.
Kazdy aktor powinien stworzyc teatr od nowa, dac cos od siebie, znalezc swa wlasna droge, klucz do sukcesu.
Rola pedagogow jest wyczucie wewnetrznych wartosci kazdego ucznia i ich "wydobycie" na swiatlo dzienne, by w przyszlosci potrafili odnalezc swa droge, okreslic swoje mozliwosci i cele. Ich zadaniem nie jest cwiczenie i skupianie sie na najlepszych uczniach, lecz na ukazaniu i odkryciu tego najlepszego w kazdym uczniu.

Co trzeba zrobic, by zostac uczniem tej szkoly??
Pierwsze przesluchanie
Prezentuje sie tekst wlasnego wyboru (scena klastczna, wspolczesna, bajka, poemat, proza. prezentacja tekstu trwa okolo 3 minut. To przesluchanie pozwala na uczestniczenie w stazu, dzieki ktoremu mozna przygotowac sie do egzaminu przed dyrekcja.

Staz
zaczyna sie praca w klasach z odpowiednim poziomem dostosowanym do kazdego ucznia. Po skonczeniu tego stazu (okolo miesiaca) uczen zostaje zakwalifikowany do kolejnego poziomu. Na tym etapie uczen przez trzy miesiace przygotowuje sie do egzaminu decydujacego przed Rosine Margat, by byc przyjetym jako uczen pierwszego roku.

Uff, troche tego jest...
Slawni uczniowie

Louis de Funes, Jean-Laurent Cochet, Anne Roumanoff, Jean Reno.

Szkola znajduje sie w 11 dzielnicy, 14 rue de la Vacquerie.
www.cours-simon.com

lundi 15 mars 2010

Nad tym filmem krazy smierc...


W niedziele wybralam sie do niewielkiego kina w 10 dzielnicy Paryza na film Andrzeja Wajdy "Tatarak", ktory otrzymal wyroznienie na berlinskim festiwalu filmowym. Jak na ironie nie udalo mi sie go zobaczyc w Polsce i musialam przyjechac do Paryza, by go obejrzec.
Powiem szczerze, ze nie lubie Wajdy. Jego filmy sa strasznie "monumentalne", ciezkie, powolne. Potrafi nas zanudzac napisami przez piec pierwszych minut filmu, pokazujac w koloko ten sam obraz.
Ogladajac "Tatarak" zupelnie sie jednak zdziwilam...
Po pierwsze nie bylam gotowa na taki temat; nic wczesniej nie czytalam na temat tego filmu...
Po drugie, ogromny wplyw na ten film miala Krystyna Janda. Smialo moge powiedziec, ze jest to ich wspolny film i wcale nie przesadze.
Pierwsza scena - Janda budzi sie nagle ze zlego koszmaru. Tylko, ze ten koszmar to jej zycie... Wstaje z lozka, zapala papierosa i zaczyna opowiadac - forma reportazu, zeznania, rozmawia sama ze soba. Opowiada o mezczyznie, robila mu zdjecia, bardzo duzo zdjec. Chory nie byl zazenowany, a nawet zadowolony. Wiedzial, jak duze znaczenie ma zatrzymanie chwili... Byl operatorem filmowym. Krystyna ma nadal jego telefon komorkowy, nadal oplaca abonament. "Jest telefon, mozna sobie zadzwonic". Na tym telefonie nagrany jest jego glos - poczta glosowa. Zawsze byl, zawsze mogla na niego liczyc, w kazdej chwili mogla zadzwonic...
I nagle obraz sie urywa - widzimy jande wraz z Andrzejem Wajda, siedzacych na lawce, w tle rzeka. Przygladaja sie zielonej roslinie - tatarakowi.
Nastepnie widzimy kamere, ludzi, ktorzy pracuja przy filmie i rezysera z aktorami - proba przed kreceniem kolejnej sceny.
Tym razem jest nam przedstawiona fikcyjna historia Marty, ktora jest chora na raka. Jej maz jest lekarzem, nie mowi zonie prawdy, boi sie, ze nie przezyje lata...
Marta poznaje mlodego chlopaka, jest zachwycona jego mlodoscia i swiezoscia. Jej synowi, gdyby teraz zyli, byliby podobni... Zmarli w powstaniu.
Umawiaja sie razem nad rzeka. Ona zostaje na brzegu, on przeplywa na druga strone rzeki, by zerwac dla niej tatarak, w polowie drogi zaczyna sie topic...
Marta wskakuje do wody, probuje go ratowac.
Ciecie! Krystyna wychodzi z wody, jest przemoczona, zaczyna padac deszcz. Ekipa jej szuka. Aktorka dostaje sie na most, zatrzymuje samochod, kierowca ja zabiera.
Nad tym filmem krazy smierc, ale wcale jej to nie dziwi... Jego juz nie ma... odszedl... Nie wroci...
Mial raka pluc: 8 na 10 cm, w drugim cienie. "Co to sa te cienie?" - pytala. To przerzuty...lekarka wspolczula...
Tylko raz plakala, naprawde strasznie plakala, zaraz po tym, jak sie dowiedziala... Wymknelo sie jej to spod kontroli... Teraz juz nie placze... Nie, tylko wtedy, gdy przestaje sie pilnowac, tylko wtedy.
Byla z nim do konca, przez piec dni nie wychodzila z jego pokoju. Karmila go, bo zyly byly tak slabe z nakluc, ze nie dalo sie inaczej...
To byly jej dni...
Odszedl tak, by mogla zdarzyc jeszcze do teatru na spektakl. Miala bardzo duzo pracy, wszystkie bilety byly wyprzedane.
"Jak moglam zagrac tego wieczoru? jak moglam?! Naprawde tego nie rozumiem."
Film konczy sie hostoria Marty. Chlopca nie udalo sie odratowac, umiera na plazy w ramionach Marty...
Podpisane - Edwardowi Klosinskiemu.

Edward Kłosiński (ur. 2 stycznia 1943 w Warszawie, zm. 5 stycznia 2008 w Milanówku) – polski operator filmowy.

Absolwent Liceum Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. Absolwent wydziału operatorskiego PWSTiF w Łodzi (1967). Jeden ze współtwórców nurtu kina moralnego niepokoju, wysoko ceniony także w Niemczech, gdzie realizował filmy od 1980. W latach 1989-1991 był członkiem Komitetu Kinematografii.

Karierę operatorską rozpoczynał jako fotosista i asystent operatora. Później był operatorem filmów oświatowych, operatorem kamery i II operatorem filmów krótkometrażowych. Współpracował z wytwórniami "Czołówka" i "Se-ma-for". Od 1968 przez rok pracował na swojej macierzystej uczelni jako asystent Kurta Webera.

Był autorem zdjęć do wielu filmów fabularnych, m.in. filmów Andrzeja Wajdy (Człowiek z marmuru, Panny z Wilka, Człowiek z żelaza), Krzysztofa Zanussiego (Iluminacja, Barwy ochronne) czy Feliksa Falka (Wodzirej). Jest również autorem zdjęć do seriali telewizyjnych (m.in. Ziemia obiecana, Polskie drogi, Z biegiem lat, z biegiem dni, Modrzejewska).

W ostatnich latach był także reżyserem świateł do spektakli Andrzeja Wajdy, Magdy Umer, Andrzeja Domalika, Krystyny Jandy, a także wielu spektakli Teatru Telewizji m.in. do "Nocy Listopadowej" w reż. Andrzeja Wajdy.

Laureat festiwali polskich i zagranicznych, m.in. w Madrycie, Monte Carlo, Monachium, Panamie. Współzałożyciel Teatru Polonia, członek Zarządu Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury.


Zmarł na raka płuc 5 stycznia 2008.


15 stycznia 2008 Edward Kłosiński został pochowany na Cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie (aleja D na wysokości rzędu 45). Podczas ceremonii pogrzebowej został pośmiertnie odznaczony Złotym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".

Prywatnie był mężem Krystyny Jandy, z którą mieszkał w podwarszawskim Milanówku. Miał córkę Magdalenę (z pierwszego małżeństwa) i dwóch synów, Adama i Andrzeja.



Nigdy wczesniej nie widzialam takiego filmu. Film w filmie, reportaz, prawdziwe zycie, fikcyjna historia, praca na planie... Wszystko to zostalo w nim zawarte.
Bo praca nad tym filmem nie byla zwykla praca. Tatarak to film, ktory zostal poswiecony Edwardowi, w ktorym grala jego zona, ktorego rezyserem byl jego przyjaciel... Piekny sposob podziekowania za to, ze z nimi byl, ze mogli go poznac, za to, ze byl czescia ich zycia...
Gdy wyszlam z kina, czulam sie, jakbym wrocila z pogrzebu. Bo ten film to swego rodzaju pogrzeb - pochowanie pamieci operatora, meza, czlowieka.
To film o smierci, o umieraniu, jest strasznie, strasznie smutny, ale w swym smutku piekny. Gdybym nie byla z przyjaciolmi, to nie wiem, jakbym wyszla z tego kina... Makijazu na pewno juz by nie bylo...
Polecam jednak wszystkim, bo ta historie napisalo zycie... Takie niestety jest zycie...

samedi 13 mars 2010

Spatynowane strofy o pięknie


Jeżeli chcesz mieć piękne usta, to mów jedynie czułe słowa.

Jeżeli chcesz mieć piękne oczy, to szukaj nimi dobra drzemiącego w ludziach.

Jeżeli chcesz być szczupła i zgrabna, to swoją strawą podziel się z głodującymi.

Jeżeli chcesz mieć piękne włosy, to pozwól, aby choć raz dziennie przeczesała je rączka dziecka.

Jeżeli chcesz być elegancka, dopilnuj, abyś nie chodziła sama. Od nas dostajesz przyszłość. Ludzie zawsze będą potrzebować czułości i opieki.

To właśnie ich należy odnawiać, remontować, naprawiać, konserwować, ulepszać i usprawniać. A przede wszystkim zbawiać, zbawiać, zbawiać.

Nie odpychaj nikogo.

Pamiętaj, że tuż obok Ciebie stoi ktoś, do kogo będziesz mogła zawsze wyciągnąć dłoń w potrzebie.

Kiedy dorośniesz dowiesz się, że masz dwie ręce: jedną, żeby pomagać sobie, drugą, żeby pomagać innym.

"Stare dobre dni" masz jeszcze przed sobą. Oby ich było jak najwięcej.





"Nauczyciel, autor i znany humorysta Sam Levenson napisał kiedyś list do swojej nowo narodzonej wnuczki. Ten list niezwykle spodobal się naszej mamie (Audrey Hepburn). W minione święta Bożego Narodzenia czytała nam jego fragmenty. Dała mu nawet odrębny tytuł: SPATYNOWANE STROFY O PIĘKNIE."

Sean Hepburn Ferrer

Edward Munch w Paryzu



Wielki artysta, oryginalny malarz, pionier ekspresjonizmu po dwudziestu latach doczekal sie kolejnej wystawy w Paryzu. Artysta mityczny i mistyczny z konca XIX wieku i poczatku XX wieku, znany przede wszystkim dzieki swemu dzielu "Krzyk".

Wystawa w Pinacotheque prezentuje nam jednak zupelnie inny "obraz" Muncha. Nie ma na niej dziel sztandarowych, znanych nawet kazdemu laikowi.
Jest natomiast wiele dziel, obrazow, szkicow, nawet film, ktore datowane sa na poczatki kariery malarza. Tworcy ekspozycji mieli na celu ukazanie calego dorobku artysty, na zrozumieniu jego ogromnej roli w historii sztuki.

Wystawa przedstawia wiele obrazow pochodzacych z kolecji prywatnych.

Wystawa trwa do 18 lipca 2010 roku; do zobaczenia kazdego dnia od 10.30 do 18.00



vendredi 12 mars 2010

Moj atmosferyczny Paryz


Jedna z moich ulubionych rozrywek jest spedzanie czasu w paryskich kawiarniach. Jestem prawdziwym milosnikiem kawy! Uwielbiam siadywac w pieknym, eleganckim, pelnym atmosfery miejscu i w towarzystwie doskonalej ksiazki i wykwintnej kawy, rozkoszowac sie chwila.
Paryz jest ku temu wspanialym miejscem!

W ten sposob przechadzajac sie w poblizu metra Odeon, odkrylam niezwykle miejsce i niezwykla kawiarnie, a wlasciwie pub. Tak, pub w Paryzu i to z historia!

Rok 1968 we Francji jest bogatym rokiem w wydrzenia polityczne, ale nie tylko gdyz w swiecie kulinarnym okazuje sie rowniez rewolucyjny. To wlasnie w tym czasie angielskie puby staja sie modne i swym urokiem przyciagaja uwage innych krajow, w tym wlasnie Francji. Nowy typ restauracji licznie przyciaga Paryzan.
W czerwcu 1968 roku zostaje otworzony Le Pub Saint-Germain, miejsce, ktore mnie oczarowalo. Przyciagal mnostwo owczesnych artystow epoki - Julien Clerc i la troupe musicale Hair (Francoise Hardy, Jean-Marie Riviere).




Obecnie dekoracja zajmuje sie Jonathan Amor.
Pub skalda sie z dwoch pieter. Ja siedzialam na parterze; pomieszczenie utrzymane jest w brazach, fioletach, na scianach wisza oryginalne obrazy. Cala kawiarnia odcieta jest od ulicznego halasu, gdyz znajduje sie w bardzo spokojnym miejscu, jak gdyby w krytym pasazu. Po drugiej stronie jest przepiekny sklep z bizuteria - iscie paryski:D.



Mozna w nim dostac wiele rodzaji koktajli owocowych tudziez alkoholowych, wspaniala kawe, piekne desery i dobre jedzenie.
Otwarty jest 24 godziny na dobe.

Polecam!

jeudi 11 mars 2010

Jak zachowac zycie??


No wlasnie, jak zachowac zycie, jak sprawic, by trwalo, by nie przemijalo, by sie zatrzymalo???

W niedziele (post pochodzi z lutego; dodalam go, bo ta wystawa duzo dla mnie znaczy)bylam na wystawie poswieconej pamieci wszystkich tych, ktorzy zgineli w obozach koncentracyjnych. Wystawa ta byla stworzona przez Christiana Boltanskiego na coroczne wydarzenie artystyczne MONUMENTA - z inicjatywy ministra kultury zostaja zaproszeni wspolczesni artysci do stworzenia swojej wystawy. W roku 2007 byl to Anselm Kiefer, w 2008 Richard Serra, a w 2010 wlasnie Boltanski.

Artysta urodzil sie we Francji w Paryzu w 1944 roku z pochodzenia jest Zydem; ma rowniez korzenie polskie.

Swoja ekspozycje zatytulowal "Personnes" - tytul posiada dwa znaczenia, gdyz po francusku slowo to doslownie oznacza osoby, lecz moze byc rowniez uzyte w znaczeniu zupelnie przeciwnym - nikt, czyli za razem obecnosc kogos i jego brak, byt i niebyt.

Dla mnie juz sam tytul okresla dokladnie temat wystawy i jej charakter, wlasciwie jest dla niej kluczem.




To, co interesuje mnie obecnie w sztuce, to to, ze widz, odbiorca nie stoi przed dzielem, ale przechadza sie w nim, jest wewnatrz.

W ten sposob przezywa wszystko bardziej namacalnie, bardziej ekspresyjnie - poprzez wlasne doswiadczenie, poznanie. Czego doswiadcza widz na tej wystawie?? Zimna (bo sala jest nieogrzewana), rodzaj strachu, zbulwersowanie, checi znalezienia wyjscia, znalezienia zycia za kazda cene i niezwyklego doswiadczenia, jakim jest wsluchiwanie sie w rytm bijacego serca, ktore sprawia, ze wystawa zyje.


Gdy wchodzi sie do srodka ogromnej sali w Grand Palais, znajduje sie przed ogromna tablica z niewielkimi zardzewialymi szufladami, na ktorych napisane sa numerki. Nie trzeba nic dodawac - kazdy wie, o co chodzi... Wrazenie jest niesamowite...

Nastepnie zza tablicy wyjawia sie nam inny swiat... wszedzie pelno jest ubran, starannie poukladanych, w taki sposob, ze przypominaja prycze. Nad kazda "prycza" znajduje sie lampa, zawieszona na czterech zelaznych, golych pretach, ktore okreslaja wysokosc takiej "pryczy".

Jest ich mnostwo, tworza swoisty labirynt. Na samym koncu znajduje sie ogromna kupa ubran. Nad nia dzwig, ktory co jakis czas zanurza sie w ubraniach, by sposcic je z powrotem na reszte ubran. Te spadajace ubrania... to smieszne, ze tak maly "gest", potrafi wywolac tyle uczuc, emocji... Te ubrania wygladaja jak ulatujace gdzies dusze ludzkie... Jest to tak silne uczucie, tak strasznie smutne i dotykajace, ze naprawde ma sie ochote gdzies uciec....

Tak, jest to inny swiat... Swiat, gdzie nie ma zadnych ludzi, zadnych cial, ale kazdy wie, ze tam bylo zycie, bo pozostaly wlasnie te ubrania...

A wiec jak zachowac zycie?? Zycie, ktore jest nam wszystkimi niestety odbierane...

Boltanski wpadl na niezwykly pomysl - nagrywa bicia ludzkich srec, ktore beda wysluchane w Japonii na wyspie Teshima.

Nagralam swoje serce, podpisalam sie i uwazam, ze jest to naprawde swietny pomysl! Zgadnijcie jaki mialam numerek?? 499 - liczyly sie te dwie ostatnie cyfry. Liczba 9 to moja magiczna liczba:DD Nawet moje imie i nazwisko, kazde z osobna licza 9 liter.

Zaluje tylko, ze wystawa trwa tak krotko, bo do 21 lutego:( chcialabym, zeby serca moich przyjaciol tez zyly wiecznie.

Sztuka opiera sie na tym, by zadawac pytania, ktore pozostawia bez odpowiedzi.

L'art consiste a poser des questions sans avoir de reponse.


Christian Boltanski

Szalenstwo w Paryzu


Od jakiegos czasu z kazdej strony, w kazdym lepszym domu mody, na Saint-Germain ukazuja sie czy to pudelka, czy to puszki z napisem Kusmi Tea. I to wlasnie ten specjal obiegl w kilka dni caly Paryz:)
Z ciekawosci kupilam jedna paczke tej herbaty (20 saszetek, kosztowala mnie ok. 9 euro) i co sie okazalo?? Zakochalam sie od pierwszego otworzenia pudelka! Pachnie bosko - aromatycznie, subtelnie i bardzo zachecajaco:), a smakuje jeszcze lepiej! Z zachwytu musialam sie doinformowac, skad sie w ogole wziela tak wspaniala herbata!
Okazuje sie, ze ma juz 140 lat! A jej historia zaczela sie tak...

Pierworodny syn niewierzacej rodziny, Pavel Michailovitch Kousmichoff, majac 14 lat, opuszcza swoje rodzinne miasteczko w poszukiwaniu pracy w Petersburgu. Zostaje zatrudniony jako dostawca w jednym z domow herbaty. Dyrektor firmy szybko odkrywa niezwykle zalety chlopca i uczy go jak sie miesza herbate.

Mlody Pavel zeni sie z dziewczyna, ktorej ojciec jest wielkim sprzedawca papieru. zadowolony z tego szef Pavela ofiarowuje mu niewielki butik na ulicy Sadovaïa. I w ten sposob w 1867 roku narodzil sie dom herbaty P. M. Kousmichoff. Z malzenstwa z Aleksanra narodzilo sie im 6 dzieci, w tym jeden syn Viatcheslav (1878) i corka Elisabeth (1880), dla ktorych stworzyl przepis na herbate, ktora stala sie herbata cara - Bouquet de Fleurs. (ta wlasnie probowalam)

W 1901 roku posiada juz 11 sklepow i duzy apartament, w ktorym mieszka wraz ze swoja rodzina. Jest wiec bardzo bogaty i znajduje sie na trzecim miejscu pod wzgledem zarobkow w Rosji.

W 1907 roku wysyla swojego syna Viatcheslav do Anglii, by tam zaprezentowal rodzinny specjal. Syn zdobywa pierwsze doswiadczenia i tworzy sklep P.M. Kousmichoff & Sons au 11, Queen Victoria Street. W tym czasie Anglia staje sie swiatowym centrum handlowym herbaty i dzieki temu Viatcheslav staje sie wielkim specjalistom tego produktu.

Po powrocie do Rosji i po smierci swego ojca w 1908 roku, Viatcheslav przejmuje dowodzenie firma. W najwiekszym szczycie chwaly, dom liczy az 51 butikow we wszystkich miastach Rosji.




Arrivée à Paris, 1917

W 1916 roku firma przezywa kleske, Viatcheslav przeznacza czesc swej fortuny na stworzenie w 1917 roku la maison Kusmi-Thé.

Jego rodzina liczy troje dzieci: Constantin, Nadia i Véra. Ich rodzice dbaja o wyksztalcenie swoich dzieci i ofiarowuja im studia, lekcje sportu i muzyki. Constantin i Nadia - skrzypce, Véra - fortepian. Dzieki temu konserwatorium Vera poznaje Rachmaninov i zostaje slawna spiewaczka operowa.

L'entre-deux-guerres à Berlin, 1927

W tym czasie przedsiebiorstwo rodzinne nadal sie rozwija. Otwieraja biura w Nowym Jorku, Hamburgu, Konstantynopolu. Ale to wlasnie w Berlinie zamierza osiasc Viatcheslav, gdyz staje sie to bardzo modna dla owczesnych Rosjan.

Zaraz po wojnie w 1946 roku Viatcheslav Kousmichoff decyduje sie oddac swoja firme w rece syna Constantina. Firme, ktora jest oslabiona w tym czasie przez wojne.

Jednakze Constantin nie ma tego samego daru i drygu, co jego dziadek i ojciec. Jest to czlowiek, ktory lubi zyc i bawic sie ponad wszystko. Artysta, zakochany w herbacie, nie umiejacy jednak w ogole obchodzic sie z zarzadzaniem pieniedzmi, a co za tym idzie firma. W 1972 roku odtsepuje firme na skraju bankructwa.

W nastepnych latach spolecznosc Kousmichoff kontynuuje swa dzialalnosc z bardzo roznymi zyskami.



W 2003 roku bracia Orebi, po dlugich negocjacjach odkupuja firme Kousmichoff. Po wielu specjalizacjach w handlu (handel bawelna w XIX wieku, kakao i kawa) ich zainteresownie budzi handel herbata.
Przejmuja wiec paleczke w rozpowrzechnianiu i ulepszaniu tradycji zapoczatkowanej przez Pavel, Viatcheslav et Constantin Kousmichoff, rozwijajac marke Kusmi Tea na calym swiecie.

Wcale nie dziwi mnie, ze jedna filizanka takiej herbaty potrafi czynic cuda:D. Polecam bardzo wszystkim milosnikom herbaty, jak rowniez tym amatorom:) Jest tyle smakow, ze naprawde jest w czym wybierac i kazdy powinien znalezc cos dla siebie:))