samedi 22 mai 2010

Je t'aime!



Przepiekny, sloneczny i wakacyjny dzien jest dzis w Paryzu! W powietrzu "wisza" juz wakacje, co da sie dotkliwie zaobserwowac w metrze, na uliacach, w sklepach. Masy turystow zaczynaja zjezdzac. Ja jednak wybralam sie do miejsc mniej zatloczonych, a tak urokliwych, ze nie moglam sie nacieszyc tym pieknem!
Moim dzisiejszym celem byla wystawa fotograficzna w Hotel de Ville o wdziecznym tytule "Paris d'amour" czyli Paryz milosci.
Autorem zdjec jest Gérard Uféras. Fotograf ten urodzil sie w Paryzu, gdzie zyje i tworzy do dzis. Od roku 1984 rozpoczal regularna wspolprace z magazynem Libération, dla ktorego realizowal liczne reportaze i dla ktorego zorganizowal swoja pierwsza ekspozycje.
Nastepnie regularnie publikuje w prasie narodowej jak i miedzynarodowej.
W 1986 roku bral udzial w kreowaniu agencji Vu, a od 1993 roku jest czlonkiem agencji Rapho.

Rownolegle z zawodem fotoreportera, pracuje jako portrecista, realizuje kampanie reklamowe, sesje zdjeciowe mody, a takze dokonuje swoje wlasne, indywidualne odkrycia, dzieki ktorym zostaje doceniony w swiecie zewnetrznym.
Jego praca byla licznie nagradzana i stala sie czescia kolekcji w domu europejskim fotografii la Maison européenne de la pgotographie w Paryzu, Fonds national d'art contemporain (sztuka wspolczesna), l'Union centrale des arts décotatifs(sztuki dekorowania), bibliotece narodowej Francji oraz wielokrotne wystawy zagraniczne.

1987 Prix des directeures artistiques
1990 Prix Villa Médicis hors les murs
1991 BP Arts Journalism Award
1997 World Press Photo
1999 Grand Prix SCAM
2007 Digigraphie Award



Taka krotka biografia fotografa zostala zaprezentowana na tej niezwyklej wystawie. Dlaczego niezwyklej?? O tym juz za chwilke...
Wchodze do sali i moim oczom ukazuje sie duza sciana, na ktorej zamieszczone sa niewielkie zdjecia zakochanych w sobie par, a posrod nich czerwony napis Paris d'amour. Od razu wiem, ze dobrze trafilam:))
Ze zdjec emanuje ogromne szczescie, niektore zrobione sa w pomieszczeniach, niektore w plenerze i tutaj rozpoznaje kilka charakterystcznych punktow, jak np. Sacré Coeur.
Jeden czlowiek kocha drugiego czlowieka. Akceptuje i szanuje jego plany, jego pochodzenie, jego wiare. Laczy ich jedno: wszyscy wypowiadaja to samo slowo: "tak".
"Tak" na nadzieje, "tak" na tolerancje, "tak" na szacunek.
Wystawa ta jest symbolem naszej wolnosci, naszego miasta, naszego zycia.

Tak prezentuje ekspozycje dyrektor Hotel de Ville.



Przechodze do kolejnej sali, gdzie porozwieszane sa zdjecia Gérarda. Celem fotografa bylo ukazanie milosci dwojga ludzi wlasnie w tym najbardziej istotnym dla nich momencie - w dniu ich slubu. Powstaje wiec mnostwo zdjec par mlodych w kosciele, zlaczonych w pocalunku, przygotowania panny mlodej do ceremoni, wspolna zabawa na weselu... Zostaja uchwycone liczne emocje: radosc, szczescie, wzruszenie...
To, co laczy wszystkie zdjecia to oczywiscie milosc.



Oprocz zdjec mozna przeczytac krotkie cytaty fotografowanych ludzi, o tym jak sie poznali, o tym, czego sie obawiali, o tym jak wspaniale jest byc po prostu razem kazdego dnia od nowa. Niektore sa dosc smieszne. Rozbawil mnie w szczegolnosci dialog pomiedzy synem a ojcem. Syn obwieszcza ojcu, ze chce sie zenic, na co ojciec odpowiada mu, czy jest tego pewien, on, ze owszem. A wiec zastanow sie ponownie - odpowiada mu rodzic.



Je ne peux m'empecher d'associer le pratique de l'art à la notion d'amour et de partage.

Nie moge sie powstrzymac przed kojarzeniem praktykowania sztuki z pojeciem milosci i dzielenia sie nia.

Gérard Uféras



Sam fotograf mowi, ze dla niego fotografowanie to opowiadanie historii. Tak Gérard widzi swa prace i jej sens. W taki sposob wykonal ta ekspozycje. Ukazujac historie kilku zakochanych w sobie ludzi i co ciekawe skupil sie wlasnie na pokazaniu i uchwyceniu roznicy kultur i wyznan. W ten sposob mamy do czynienia z wieloma religiami, mozemy przypatrzec sie, jak ceremonie slubne odbywaja sie w innych kosciolach, jakie tradycje temu towarzysza.





Oprocz tego wyswietlany jest film, w ktorym przeprowadzany jest wywiad z artysta. To dzieki temu obrazowi dowiaduje sie, jak on postrzega swoja prace. Uwaza on bowiem, ze zdjecie moze byc interpretowane na rozne sposoby, dla kazdego moze oznaczac cos innego. Zapoznaje sie z pieknymi zdjeciami jego tworczosci, jego zachwyt Opera i tancem (tu rozpoznaje siebie) - poczatkowo zachwyca go cialo, jego mozliwosci, swiatlo, nawet cienie rzucane przez ciala tancerzy, nastepnie kostiumy. Zachwyt nie opuszcza - Gérard skupia swa uwage na modzie, powstaja przepiekne obrazy.
Ubawilam sie na tej wystawie przednio! Szczescie fotografowanych par udzielilo mi sie bezsprzecznie, jak i reszcie zwiedzajacych!


Ekspozycja nie jest duza, nie pochlania calego populdnia, ale jest bardzo dobrze zrobiona i oswietlona. Oczywiscie zapisuje Gérarda Uférosa na liste moich ulubionych artystow:)
Na koncu wystawy jest niewielki butik, gdzie mozna kupic ksiazki ze zdjeciami fotografa, pocztowki, z tylu na bialym tle sciany widnieja imiona pozujacych par - swietne!



I tak optymistycznie podbudowana, wyszlam korzystac z tego cudownego dnia na paryskim Marais, ktore pachnialo latem i wakacjami.
Nie pozostalo mi nic, jak zyczyc Wam wszystkim takiej pieknej, wzajemnej milosci!!
Je vous aime:))

mardi 18 mai 2010

Zapierajacy dech w piersiach widok...


z mojego paryskiego okna...
Dlugo wstrzymywalam sie z napisaniem tego wpisu. Dlugo nie wierzylam, ze to wlasnie moj widok i moje okno, ale to jednak prawda!
Okno znajduje sie na 7 pietrze, z ktorego widoki rozciagaja sie na wspaniala, zlota kopule Invalides. Za kazdym razem, gdy spogladam z tego okna, usmiecham sie do siebie i wierze w to, ze warto, ze warto dalej walczyc...




Ulica, przy ktorej znajduje sie kamienica, w ktorej mieszkam, jest dluga, szeroka, elegancka, utrzymana w stylu architektonicznym charakterystycznym dla roku 1909-tego. Po obu stronach chodnkia ciagnie sie, jakby aleja kasztanow, ktorych kwiaty przeslicznie kwitna na rozowo. Niedaleko wzrok przyciagaja cudne, duze i kolorowe paki magnolii. Za skrzyzowaniem znajduje sie piekny park "Champs de Mars", ktory zawsze zachwyca mnie swa niezwykla i roznorodna przyroda.
Juz tylko kilka malych krokow dzieli mnie od tego, by znalezc sie pod sama wieza Eiffla i tlumow zwiedzajacych turystow.
Bardzo lubie te spacery u stop wiezy Eiffla - naprawde jest magiczna! Miejsce to zawsze tetni zyciem. Czy to mieszkancy tej okolicy, ktorzy biegaja codziennie w parku, czy to spotkania z przyjaciolmi i pikniki na trawie, czy, recz jasna, masa zwiedzajacych. Nie brakuje oczywiscie handlarzy, ktorzy czesto bardziej irytuja niz sklaniaja do jakiegokolwiek zakupu!


Mimo tego zawsze gdy sie tamtedy przechadzam, czuje, ze jestem szczesliwa. Ba, za kazdym razem przekonuja sie od nowa, ze milosc istnieje:), bo to przeciez takie romantyczne miejsce!
Zycie jest niezwykle... Ostatnio wracajac wieczorem, gdy wszystkie gwiazdy swiecily na niebie, zdalam sobie sprawe, ze widok, ktory rozciaga sie przede mna (oswietlona wieza Eiffla), uchwycony zostal na zdjeciu, ktore zawiesilam sobie kiedys w moim pokoju w Polsce... A teraz przechadzam sie ta ulica, teraz tu jestem i budze sie kazdego ranka, widzac z jednej strony Invalides, a z drugiej wieze Eiffla... I choc nie jest latwo, wierze, ze wszystko ma swoj sens...



dimanche 16 mai 2010

Co jest boskie??


Takie pytanie zostalo zadane slawom w majowym Numéro. Odpowiedzi byly bardzo rozne, znalazla sie nawet osoba, ktora nie wiedziala, co powiedziec. Zapytalam sama siebie, co jest dla mnie boskie i odpowiedz jakiej bym udzielila brzmi: Ludzie, ktorych kocham i kawa w "Trzech Czeresniach". I wlasnie zamierzam napisac o tej nietuzinkowej kawiarni, ktora przyciaga mnie ilekroc mam chandre, czuje sie samotna i mam wrazenie, ze wszystkiego mam juz dosyc! Siadam wtedy w niewielkim barwnym saloniku, zamawiam café crème i cytujac slowa naszej wspanialej noblistki - wlasnie w tej chwili "zycie bywa znosne":D.

Kawiarnia ta dokladnie nazywa sie "Le thé aux 3 Cerises", czyli herbata w Trzech Czeresniach. Przyciagly mnie do niej metalowe lawki, stoliki i krzesla, przykryte kolorowymi, wzorzystymi, kwiatowymi poduszkami i obrusami, kazdy w innym ksztalcie, ktore znajduja sie przed sama herbaciarnia.




Po uchyleniu drzwi wejsciowych, nieufnym wsliznieciu sie do srodka, znalazlam sie w innym swiecie! Magicznym, kolorowym, barwnym, radosnym, swiecie, w ktorym Alicja z Krainy Czarow na pewno poczulaby sie jak w domu:)).
I ja sama poczulam sie jak u siebie, bo taka siebie lubie - radosna, kolorowa i usmiechnieta. A wierzcie mi o usmiech w tej kawiarni nie trudno:D.
Okragle lub kwadratowe stoliki, wygodne krzesla, jedno jakby z baldachimem, zawsze mam ogromna ochote, by sie znalezc pod tym baldachimem, ale ze stolik przeznaczony jest dla trzech osob, cierpliwie wyczekuje chwili, gdy w koncu w towarzystwie tych, ktorych kocham, bede mogla tam wlasnie usiasc!


Na przeciwko drzwi wejsciowych znajduje sie rzecz jasna lada z (i to jest najwazniejsze!) slodkimi przysmakami, czyli ciasta, tarty, tiramissu (dalam sie skusic:P), salatki owocowe, ale i nie tylko, gdyz dania obiadowe rowniez sa do dostania. Karta menu jest oczywiscie rozbudowana jak nalezy, takze wybor jest ogromny i czlowiek juz sam nie wie, co tu wybrac!
Moja faworytka stala sie wlasnie kawa z mlekiem! I wierzcie mi albo nie, ale jest to najlepsza kawa jaka pilam w Paryzu! A pilam juz wiele, bo kawoszem jestem jak sie patrzy:)). Zwykle w paryskich kawiarniach serwuja Café Richard, ktora wedlug mnie gatunkowo nie jest najlepsza, nie posiada odpowiedniego aromatu. Tutaj natomiast kawa jest wspaniala, ma wyrazny smak i zapach, podawana z niewielka pianka na gorze i do tego mleczko obok. Uwielbiam!




Sama wlascicielka jest nadzwyczajna! Piekna, ciepla, mila brunetka okolo 40-tki. Zawsze z usmiechem wita wszystkich klientow:) Jako ze jestem stalym bywalcem, za kazdym razem pyta sie, czy wszystko u mnie w porzadku:)). Czasem krotka, mila rozmowa:DD Reszta ekipy tez mnie poznaje... Pracuje tam pewien pan, ktory nie przepusci okazji, by poslac mi usmiech (biedak nie ma jednak u mnie szans:PP).




Sama herbaciranie w przepiekny sposob okreslaja slowa, ktore znajduja sie na karcie.

Na poczatku jest to sen malej dziewczynki. Miejsce pelne czaru, stylowy salon, romantyczny ogrod, gdzie mozna sie spotykac i spedzac unikalne, niezwykle chwile, pelen spokoju i przyjemnosci.
Mala dziewczynka dorasta, staje sie kobieta, ktora skonkretyzowala swoje marzenia, zawsze jednak natchnione wspomnieniami z dziecinstwa.
Potrzebuje intymnosci oraz atmosfery, ktora definiuja slowa wyrafinowany, wartosciowy,luksusowy.
Witamy u malej Laurence, teraz Wy mozecie zaczac marzyc...




Kawiarnia znajduje sie na 47, avenue de Suffren, 75007 Paris
Tel. 01 42 73 92 97
Godziny otwarcia:
od pon. do piatku: 10.00-18.00
sobota i niedziela: 10.00-19.00

Smacznego!

jeudi 13 mai 2010

Zdjecia sa lustrem...


Wybralam sie dzis do Le Bonmarché, w ktorym wystawiona jest teraz przepiekna ekspozycja pod tytulem "Le cinéma d'Ellen von Unwerth".

Ellen urodzila sie w 1954 roku w Niemczech. Zanim rozpoczela kariere fotografa, pracowala przez 10 lat jako modelka; byla muza lat 80.
Swoj styl uksztaltowala, fotografujac dla takich magazynow miedzynarodowych, jak: Vogue, Elle, Vanity Fair, I-D, The Face, Interview.

W roku 1991 otrzymala pierwsz nagrode na Festiwalu Miedzynarodowym Fotografii mody(Festival International de la photographie de mode).




Jej zmyslowa i wesola fotografia z niezwyklym talentem koresponduje pomiedzy naturalnoscia a sztuczka.
Jej styl wyroznia sie sposrod innych skupieniem na szczegolach, mocnym, wyraznym kadrowaniem, zywymi kolorami, cieniami lub zdjeciami bialo-czarnymi, pelnymi energii, styl, ktory proponuje i przedstawia nam inne, oryginalne spojrzenie na mode i na kobiete.




Une actrice est faite pour jouer. Devant un appareil photo, si on ne la dirige pas, elle s'enuie.

Aktorka jest stworzona do grania. Jesli przed obiektywem aparatu fotograficznego nie kieruje sie nia, nie wzskazuje tego, co ma robic, nudzi sie.


Wystawy w Le Bonmarché robia na mnie zawsze ogromne wrazenie! Sa po prostu swietnie i profesjonalnie zrobione. Zawsze eleganckie, interesujace, zaskakujace...




Z glosnikow wydobywa sie piekna, atmosferyczna muzyka, na czarnej scianie bialymi literami napisana jest krotka biografia Ellen z niewielkim zdjeciem, przedstawiajacym rozesmiana, szczesliwa fotografke (od razu rzuca sie w oczy jej niemieckie pochodzenia; jest bardzo podobna do Claudii Schiffer). Za naszymi plecami rozciaga sie dosc obszerna sala, rowniez utrzymana w czerni, wszedzie natomiast sa porozwieszane zdjecia, ktore zawieszone sa przy suficie, w taki sposob, ze zwiedzajacy przechadza sie pomiedzy nimi. Efekt jest swietny!

Zwlaszcza, ze same zdjecia zapieraja dech w piersiach! A na zdjeciach same gwaizdy:D Moje serce jak zykle zdobyly zdjecia z Penelope Cruz, ktora na nich jest jeszcze piekniejsza, przeswitne zdjecie z Juliette Binoche, fantastyczna Emmanuelle Beart, Ashley Judd, Leatitia Casta, przystojny Brad Pitt, Monica Belucci, George Clooney, Natalie Portman, Vanessa Paradis i wiele wiele innych!
Trzeba przyznac, ze Ellen ma ogromny talent!
Ale to nie koniec wystawy... Otoz na samym koncu znajduja sie malenkie salki, gdzie wyswietlane sa filmy Ellen von Unwerth - "Diabolo Bionda", "Wendybird", "Epihany". Sa to filmy nieme, towarzyszy im muzyka. W jednym z nich wystepuje Kirsten Dunst, w innym Eva Mendes (w ogole mi sie ta aktorka nie podoba...). Filmy sa przepiekne! Niezwykle subtelne, magiczne... Ruch kamery, zdjecia, zblizenia na detale, niebanalne rozwiazania... wszystko to wskazuje nam na oryginalnosc i nietuzinkowosc niemieckiej artystki.
A oto jeden z nich:



Ekspozycja jest niewielka, w pigulce prezentuje nam postac Ellen, ale dzieki temu nie nuzy, przyciaga tlumy i dzieki swej wspanialej oprawie pozostaje w pamieci!
No i zacheca do dalszego sledzenia niezwyklej pracy fotografki!

Bo jej zdjecia sa jak lustra... Sa uchwyceniem blasku i czaru aktorow!
A ja smiem dodac, ze z pewnoscia i zwyklych ludzi, bo w kazdym z nas jest cos niezwyklego i pieknego, cos, co sprawia, ze jestesmy pelni czaru!







dimanche 9 mai 2010

Owoc cywilizacji - o modzie


Jako, ze milowymi krokami zblizaja sie urodziny mojej siostry (nie zdradze ktore! Tego nie robi sie kobiecie:PP), chcialam jej zadedykowac ten wpis, gdyz to, co potrafie najlepiej to wlasnie pewna forma tworzenia, do ktorej zaliczyc mozna pisanie.
Dlugo zastanawialam sie, o czym mam napisac... Az wpadlam na pomysl - o modzie, rzecz jasna! Juz ona wie, dlaczego...
Wybralam sie dzis do ukrytego muzeum "Les arts décoratifs", ktore znajduje sie na rue Rivoli, tuz przy Louvrze, na wystawe Histoire idéale de la mode contemporaine. Les années 70&80, czyli wysmienita historia mody wspolczesnej - lata 70 i 80, ktora trwa od 1 kwietnia az do 10 pazdziernika 2010 roku.
Museum proponuje nam pierwsza taka ekspozycje, ktora skupia sie na modzie wspolczesnej od lat 1971 az do chwili obecnej.




Wsapniala oprawa scenograficzna uswietnia cala wystawe, jej 150 kreacji i 40 filmow video, ktore ukazuja nam pokazy mody pochodzace z tamtych lat. Oprocz tego sa zdjecia, jest muzyka, dokaladne opisy biograficzne kreatorow, jak i ogolne cechy charakteryzujace ich prace.




Dwie defilady, dwie kluczowe daty otwieraja i zamykaja ekspozycje: kolekcja Yves Saint Laurent z 1971 roku i defilada "les rap-pieuses" Jean Paul Gaultier z 1990.
Autorom udalo sie skompletowac najwazniejsze, emblematyczne kreacje ostatnich 20 lat. Cala wystawa jest rezultatem dlugiej pracy, polegajacej na zidentyfikowaniu i zebraniu wszystkich zdjec oraz filmow video. Efekt osiagniety: kolekcja eksperymentalna, najwieksze nazwiska mody, ale rowniez kilku kreatorow mniej znanych. Zwiedzajacy przechadza sie "pomiedzy" latami,z sezonu na sezon, podziwia wielkie zmiany i odkrycia stylistyczne oraz dokonania kazdego kreatora z osobna.



Lata 70 charakteryzuje przede wszystkim fenomenalna wystawa dla "pret-a-porter", w ktorej to przoduje Yves Saint Luarent. To wlasnie jego kolekcja z 1971 roku, zarazem skandaliczna i rewolucyjna, wyznacza nowe tory dla obrazu haute couture i determinuje przyszlosc mody.
Lata te cechuje skupienie sie owczesnych kreatorow mody na projektowaniu kolekcji, ktore wyrazaja zachodzace zmiany demokratyczne.




A Paris, écrit Charles Roux, bien qu'elle soit commerce comme ailleurs. La mode ne serait rien si elle n'était pas aussi un fruit de la civilisation, le pouvoir miraculeux de savoir créer de belles choses avec quelques metres de mousseline et deux ou trois oppositions de tons. Un art la haute couture? Une manifestation de la couture? Bien sur que oui, du moins dans celles de ses formes qui durent et qui s'imposent.
(Le Monde, juillet 1983)




Paryz, pisal Charles Roux, tak, jak wszedzie staje sie komercyjny. Moda stanie sie niczym, jesli nie bedzie owocem cywilizacji, magiczna wladza i sila tworzenia pieknych rzeczy z kilku metrow muslinu i dwoch lub trzech zmain tonow. Sztuka haute couture? Manifestacja kulturowa? Oczywiscie, ze tak, przynajmniej w formach, ktore trwaja, kostnieja i ktore sa narzucone.


Lata 70 charakteryzowali tacy tworcy, jak juz wczesniej wspomniany Yves Saint Laurent, Issey Miyake, Jean Muir (zafascynowaly mnie jej zwiewne kostiumy, lekkie sukienki, w ktorych kobieta wyglada jak motyl!), Grès (stroje bardzo podobne w stylu do Jean Muir), Cacharel - Jean Bousquit (boskie!), Sonia Rykiel, Kenzo, Chloé par Karl Lagerfeld, Dorothée Bis, Ter&Bantine par Chantal Thomass, Claude Montana.



Je ne dessine jamais une robe sur le papier, dit-elle, elle se forme dans mon esprit: ensuite je me laisse guider par les proportions du corps. Le role de la couleur est de me conduire et de m'inspirer.

Grès

Nigdy nie rysuje mojej sukienki na papierze. Ona tworzy sie w mojej wyobrazni, jest tworem mojej weny: nastepnie daje sie prowadzic proporcjom ciala. Rola koloru jest kierowanie i inspirowanie mnie.




Lata 80 sa synonimem nizaleznosci, odmiennosci kreacji zarazem uroczystych, wieczorowych, jak i nieokielznanych.
Charakteryzuje je wolnosc tonow, stylow, ekspresja i nadmiar.






Tutaj pojawili sie tacy artysci, jak: Thierry Mugler, ponownie Issey Miyake, Popy Moreni, Jean-Charles de Castelbajac, Marc Audibert, Yohji Yamamoto, Rei Kawakubo, Anne-Marie Beretta, Jean Paul Gaultier, Christian Lacroix, Azzedine Alaia, Chanel par Karl Lagerfeld, Romeo Gigli, Sybilla.



Les vetements sont mes prises de positions. C'est une vieilles mentalité japonaise: c'est ce qui est fait qui compte.

Rei Kawakubo

Ubrania sa dla mnie uchwyceniem pozycji. To stara mysl, zasada japonska: to to wlasnie sie liczy.





Oprocz mody, na drugim pietrze znajdowala sie swietna wystawa bizuterii, ktorej nie moglam przegapic! Ukazywala ona rozne rodzaje bizuterii - naszyjniki, broszki, pierscionki, grzebienie do wlosow, spinki, bransoletki, na przestrzeni wiekow, poczawszy od starozytnosci, skonczywszy na wspolczesnosci. Moje serce (jak zwykle) podbila secesja! Sadze, ze gdyby ten styl jeszcze nie istnial, to z pewnoscia bym go wprowadzila:P. Slawni, francuscy artysci bizuterii secesji: Lucien Gaillard, Paul Vever i René Lalique.




Wspaniale jest moc podziwiac piewsze dziela tych wszystkich mistrzow mody, ktorzy sa tak znani dzis. Wspaniale jest zobaczyc na wlasne oczy dziela tych, o ktorych jeszcze rok temu czytalam tylko w ksiazkach... Wspaniale jest dzielic sie ta wiedza i przezyciami z Wami!

samedi 8 mai 2010

Odkrywanie talentow


Wczoraj o godzinie 18.00 stawilam sie wraz z moja francuska kolezanka w Cours Simon, a powodem byly egzaminy uczeszczajacych tam uczniow. Bylam juz na dwoch. Uczniow juz rozpoznaje, nie wiem, czy oni mnie tez, niektorzy pewnie tak. Jestem nimi oczarowana! Kazdy ma w sobie cos wyjatkowego, cos, co sprawia, ze sie pamieta ich twarze. Fajnie jest moc podziwiac ich rozwoj aktorski, widziec ich w roznych sztukach, roznych rolach - dla mnie to swego rodzaju odkrywanie talentow!
O wyznaczonej godzinie usadowilysmy sie na okropnie niewygodnych lawkach (tu wcale nie przesadzam!), sala jest bardzo mala, wiec z reguly jest dosc ciasno i duszno, ale czego nie robi sie dla teatru! Przynajmniej ja jestem gotowa na bardzo duzo:D
Z tylu zawsze siedzi komisja, czyli nauczyciele, profesorowie i oczywiscie sama dyrektorka, Rosine Margat, gdyz wlasnie podczas tych kilku niedlugich spektakli uczniowie sa oceniani.
Stres musi byc duzy, lecz nikt po sobie nie daje nic poznac. Musze stwierdzic, ze nigdy podczas egzaminow, nie spotkalam sie z sytuacja, w ktorej ktorys z uczniow zapompnial tekstu, badz tak sie zestresowal, ze sie pomylil.
Zauwazylam jednak, ze bardzo malo jest ludzi, ktorzy przychodza z zewnatrz, czyli osoby, ktore nie sa spokrewnione z uczniami, a szkoda, bo przedstawienia sa genialne i mozna swietnie spedzic czas, tak jak w normalnym teatrze, a nawet lepiej, gdyz wstep jest darmowy, jest mnostwo roznych wystawianych sztuk, no i mozna wystawic juz jakas swoja indywidualna opinie na temat tego, kto odniesienie sukces, kto ma to "cos", kto ma talent. Oczywiscie pozniej duzo zalezy od szczesliwych sytuacji, od wiary w siebie i od wytrzymalosci w trudnych chwilach - trzeba walczyc!
Przygladalam sie wczoraj dokladnie wszystkim aktorom. Na ich twarzach wyraznie mozna bylo zauwazyc zmeczenie, pomiedzy przerwami wyciagali kanapki, ciastka, by sie pozywic - z pewnoscia nie mieli na to czasu wczesniej.
Wyrzeczenia, ciezka praca nie poszly jednak na marne! Bawilam sie wczoraj wspaniale:D Wyraznie mozna bylo odczuc kontakt z widownia, jaka nawiazali aktorzy. Az mialam ochote znalezc sie pomiedzy nimi i miec tyle radosci, ile oni mieli wczoraj, grajac!



Byly lzy, byly usmiechy, silne emocje, byly krzyki, pocalunki - slowem, istny teatr!
Nie pytajcie sie mnie tylko, co dokladnie grali, gdyz nie zapamietalam wszystkiego (jaki ze mnie milosnik teatru:/ przyznaje sie do porazki), wiem na 100%, ze byl Eric Emmanuelle-Schmitt i moj ukochany Sacha Guitry:D. Reszta sztuk natomiast byla przede wszystkim wspolczesna i dla mnie jeszcze malo znana.
Po krotce przyblize Wam niektore z nich:
moje serce zdobyla scena z dwoma klownami - grala w niej przeswietna dziewczyna! Jest niewielka, troche okragla, przypomina mi zawsze moja fryzjerke. Z jej twarzy moge wyczytac ogromne poczucie humoru, optymizm, radosc, pewna sile... Jest niezwykle oryginalna, nie ma kompletnie nic z pieknosci hollywodzkich, ale gdy jest na scenie, jest naprawde! Ona zyje, gra cala soba! Takiej osoby nie przegapi sie w tlumie, takich ludzi sie pamieta! Po tej scenie, rzecz jasna, wszystcy pekali ze smiechu! Gral z nia piekny aktor o kobiecych rysach twarzy. Z powodzeniem moglby przebrac sie za kobiete - ciekawe, kto by sie zorientowal... W charakteryzacji mial umalowane usta na czarno i lewe oko na bialo-czarno - oczywiscie zdobyl moje serce:DD
Nastepnie scena, w ktorej grala tylko jedna dziewczyna, dosc smutna, na koncu bohaterka poplenia samobojstwo. Aktorka jest drobna, ma czarne bardzo krcone wlosy i ostre rysy twarzy. Widzialam juz ja w kilku scenach. Nie wiem czemu, ale ona mnie jakos nie zachwyca, podczas gdy moja kolezanka byla oczarowana...
Inna sytuacja, ta naprawde oryginalna: na srodku sceny ustawiono telewizor i podczas gry aktorzy byli nagrywani. Scena pelna przemocy. Zdesperowana para (ona i on) koniecznie chca wystapic w telewizji, ba, chca "zaistniec" tak jak gwaizdy Hollywood, a ze Bog talentem nie obdarzyl, postanowili porwac slawnego rezysera i jego rodzine. Wynajeli kamerzystow i kazali sie nagrywac - rozmowe z rezyserem, zastraszanie rodziny, swoja przemowe, w koncu zamordowanie corki rezysera. Scena okazala sie niezwykle zabawna! Jedna wielka parodia!
Glowny aktor - przestepca byl rewelacyjny! Jego dziewczyne znow grala ta aktorka, ktora mnie nie zachwyca, wiec co do niej odczucia mialam podobne.
Nastepnie scena jest farsja na temat Zydow i nazizmu, wiec znow smiech!
A! Przeswietne bylo przedstawienie, ktore rozgrywalo sie w metrze! Z dziewczyna, ktora w dosc wulgarny sposob zaczepia pasazerow pojazdu. Aktorka zagrala rewelacyjnie!! Mialam okazje podziwiac ja w zupelnie innej sztuce, w ktorej grala nieszczesliwa kobiete i byla taka sobie, natomiast w tej ukazala zupelnie inne oblicze aktorskie z calkowitym powodzeniem!
Kolejna scena: ona i on ogladaja film. Ona zchwycona z chusteczka przy nosie, on znudzony, gdy tylko pojawiaja sie napisy, gasi telewizor. I zaczyna sie... rozmowa. Rozmowa na temat filmu! Ona zachwyca sie jeszcze bardziej! Opisuje aktorow etc. potem przechodzi do sensu zycia, jak to ona zostawilaby meza dla wspanialego, zdolnego fotografa - bohaterka filmu zostaje z mezem, gdyz jak mowila: on nigdy nic jej nie zrobil. On coraz bardziej zly, nie rozumie po co ona walkuje ten temat. W koncu dziewczyna pyta sie go, czy jest szczesliwy. On: zalezy od sytuacji. Ona: nie jest szczesliwa. Tej nocy spia oddzielnie.
Scena przesmieszna:DD no, plakalam ze smiechu! Oboje grali znakomicie!
I jeszcze kilka innych rownie dobrych.
Uwielbiam te wyjscia do Cours Simon. Mam uczucie, ze przezywam wszystko tak, jak oni, ze rozumiemy sie bez slow, ze laczy nas tak wiele! No, tak przeciez to prawda! Laczy nas milosc do teatru!

Dodatkowe zdjecia z wczorajszego przesluchania znajduja sie na tej stronie: http://www.cours-simon.com/node/123

Kolejny egzamin odbywa sie 28 maja o godz. 18.00. Dla tych co moga, polecam!

dimanche 2 mai 2010

Uchwycic piekno...


Czym jest piekno?? Czy mozna znalezc jedna definicje, ktora jest w stanie okreslic nam to slowo? Jedna, obektywna?? Proby definicji na przestrzeni wiekow wyraznie pokazuja nam, ze jest to niemozliwe... Dla kazdego z nas piekno bedzie kojarzyc sie z czyms innym... Jest to nasze subiektywne spojrzenie na swiat, na przedmioty, ktore nas otaczaja, na ludzi, na sztuke, na przyrode, na zycie...
Ja dzis odkrylam piekno i chce sie nim z Wami podzielic.
Jestem oczarowana, zakochalam sie od pierwsego spojrzenia!



Obrazy, ktore Wam zaprezentuje wykonane sa przez Mariole Ptak (wszystkie informacje, jak i zdjecia obrazow pochodza ze strony internetowej www.ptak.art.pl - polecam).

Mariola Ptak urodziła się w 1977 r. w Tychach. W latach 93 - 97 uczęszczała do Liceum Plastycznego im J. Pankiewicza w Katowicach. W 1997 roku rozpoczęła naukę w Instytucie Sztuki Uniwersytetu Śląskiego gdzie w 2002 broni dyplomu z malarstwa (wyróżnienie) w pracowni prof. Jerzego Wrońskiego.



Malarstwo Marioli Ptak dotyka przestrzeni gdzie kobieta gra główną rolę: kobieta - poetka, kobieta współczesności i przeszłości, która przez ułamek sekundy zatrzymała się na obrazie: w tańcu, wśród kwiatów, przy filiżance herbaty, w teatrze. W obrazie zdarza się spotkanie z kobietą i rozmowa bez słów - spotkanie fascynujące, wypełnione zapachami, tanecznymi gestami, listami. Jak gdyby spotkanie z Marie Claude Pietragallą ....




Mariola Ptak zajmuje się także ceramiką artystyczną, a wraz ze swoim mężem Grzegorzem tworzy artystyczny projekt o nazwie TEATR KSIEŻYC.


WYSTAWY:
1994 Pałac Młodzieży, BWA (Katowice)
1995 Teatr Mały (Tychy)
1996 Państwowa Szkoła Baletowa (Bytom)
1998 Opera Śląska (Bytom)
1999 Pałac Młodzieży (Katowice)
2000 Opera Śląska (Bytom)
2001 Nowohuckie Centrum Kultury (Kraków)
2002 Uniwersytet Śląski (Cieszyn)
2004 Galeria w Obeerseebach (Francja)
2004 Muzeum Śląska Cieszyńskiego (Cieszyn)
2006 NCK Galeria Centrum (Kraków)
2007 Galeria BP (Warszawa)
2007 BWA - Książ (Wałbrzych)
2007 Galeria Raven (Kraków)
2008 Beskidzka Galeria Sztuki, Szczyrk
2008 Galeria ATU Lublin
2008 Galeria BP, Warszawa
2009 Galeria BP, Warszawa

WYSTAWY ZBIOROWE:
2005 "Culture at Crossing - Kulturhuset - Farum (Dania), Labirynt (Kraków)
2005 Art Forum Adi Art. (ŁÓDŹ)
2005 Galerie Havirov (Czechy)
2007 Inspired Air Fair (Londyn)
2007"Droga krzyżowa", katedra w Łodzi
2007"Droga Krzyżowa", Bazylika Matki Boskiej z Guadelupe (Mexico City)

WSPÓŁPRACA
Mariola Ptak współpracuje (współpracowała) z wieloma cenionymi galeriami sztuki, min.:
Warszawa - Galeria BP, Artis, Bellotto, Canaletto, Piękny Świat, Mito, Galeria SD ...
Kraków - Gołogórski, Raven, Labirynt, Nordic House Gallery, Galeria Centrum ..
Kazimierz Dolny - Galeria Mit., U Dziwisza ...
Szczyrk - Beskidzka Galeria Sztuki
Łódź - Galerie Miejskie, Adi Art. ..
Lublin - Galeria Atu
Wałbrzych - BWA

Londyn - JB FOC Gallery
Seebach (Francja) - Galeria w Obeerseebach
Malmo (Szwecja) - Svensk Kunst & Auktioner
Farum (Dania) - Kulturhuset



Mariola Ptak brała udział w wielu akcjach o charakterze artystycznym organizowanych min. przez :
Kapitułę Orderu Uśmiechu (Warszawa), Fundację Wielkie Serce (Kraków), SCMT (Cieszyn), Fundację Serce (Świdnica), Dom Książki (Warszawa), Gemini Art (Warszawa), Nowe Horyzonty (Warszawa).

Prace artystki znajdują się w prywatnych zbiorach min w: Wielkiej Brytanii, Polsce, USA, Francji, Luksemburgu, Niemczech, Szwecji, Danii, Meksyku ...

WYRÓŻNIENIA
2006 Froudian Artist of The Month - June 2006



Mariola i Grzegorz Ptak zostali wyróżnieni jako FROUDIAN ARTIST OF THE MONTH - June 2006, przez Briana i Wendy Froud, znanych ilustratorów i lalkarzy, którzy współpracowali m.in. z Jimem Hensonem tworząc artystyczną koncepcję takich filmów jak "Labirynt" oraz "Dark Crystal".



INSPIRACJE:
Anne Julie Aubry, Miss Clara, BLACK EYED SUZIE, Marie Claude Pietragalla, Bruce Schwartz, Coco Chanel....


KONTAKT:
mgptak@interia.pl
tel. /33/ 852 20 35

Dla mnie to jest wlasnie piekno! Obrazy te sa pelne uroku, wdzieku, subtelnosci... Kojarza mi sie z Alfonsem Mucha, ktorego uwielbiam, z Edgarem Degas i jego slynnymi baletnicami, z secesja, z impresjonizmem...
W dodatku artystka wywodzi sie z moich rodzinnych stron, co jeszcze bardziej laczy mnie z jej dzielami:)
Co jak co, ale jeden z tych obrazow moglby wisiec u mnie na scianie! Kto wie, moze kiedys?? :D
Tymczasem "zatrzymuje" je na moim blogu, by zyly dla mnie wiecznie...